Dla interesantów. Może się przydadzą?
- Ubirajsia, a nie- to w mordu! - Będzie pan łaskaw odejść
- Ty swołocz, czewo szlajeszsia pa ulice? - Przepraszam, dokąd pan dobrodziej dąży?
- Stupaj k' czortu! Naczelnik tiepier spit- Pan wybaczy ale naczelnik jeszcze zajęty...
- U tiebie pasporta niet? Wańka, za sziwrot jewo i w czast' ! - Na przyszłość proszę się zaopatrzyć w legitymację.
- Ty sukinsyn jewrej, za czemu w kasu? Nie możesz jechat' biez bilieta?- Może będzie pan tak dobry i zaopatrzy się przy kasie w bilet.
- A skolko dadite za uskorenje dieła?- Natychmiast to panu załatwię.
- Prawaliwaj ty job twoju..mat' ! - Do miłego widzenia, ale.. ale jak zdrowie pańskiej mamy?
"Wideoklip "Zadurzona w Obamie" to internetowy hit, ale wychwalany w nim kandydat na prezydenta nie jest zachwycony. Politycy boją się stracić kontrolę nad własnym wizerunkiem.
Nigdy nikogo nie pragnęłam tak jak ciebie - śpiewa "Dziewczyna Obamy" w jednym z najpopularniejszych obecnie wideoklipów na portalu YouTube. Obiektem jej niedwuznacznie erotycznych westchnień jest senator Barack Obama, fotogeniczny kandydat demokratów do nominacji prezydenckiej.
Wciągu kilku dni, jakie minęły od jego publikacji, teledysk obejrzano już ponad milion razy. Pomysłodawcą "Zadurzonej" jest spec od reklamy Ben Relles, dla którego publikowanie teledysków w Internecie to rodzaj hobby. Dość drogiego, bo produkcja "Zadurzonej" kosztowała dwa tysiące dolarów. W pracach uczestniczyło dwóch mało utytułowanych reżyserów, początkująca piosenkarka oraz mało znana modelka. Twórcy teledysku to zdeklarowani sympatycy Obamy. Jak wynika z komentarzy internautów, najwięcej pozytywnych emocji wzbudzają wśród widzów momenty, w których nazwisko senatora pojawia się na podkoszulku opiętym na biuście modelki oraz na tylnej części jej niezwykle kusych spodenek.
Kandydat się dystansuje
Ale sztab wyborczy Obamy i sam kandydat nie sprawiają wrażenia zachwyconych i wyraźnie dystansują się od "Zadurzonej". Jak zauważa Carol Darr, dyrektorka Instytutu Polityki, Demokracji i Internetu, kandydaci zaczynają sobie zdawać sprawę z niebezpieczeństwa utraty kontroli nad przekazem w świecie nowych mediów.
- To wideo jest znakomitym przykładem tego, jak polityczni outsiderzy zaczynają kształtować treść w epoce Internetu. W erze przemysłowej przekaz był w przeważającej mierze pod kontrolą kandydatów i tradycyjnych mediów. Teraz pojawiła się trzecia siła - wyjaśnia "Rz" Lee Reinie, szef programu Amerykańskie Życie i Internet w Instytucie Pew.
Pierwsze symptomy tego zjawiska pojawiły się podczas zeszłorocznej kampanii do Kongresu, ale prawdziwa eksplozja polityki sieciowej jest dopiero przed nami.
- Skala tego zjawiska w nadchodzących wyborach przyćmi wszystko, co dotąd widzieliśmy - mówi "Rz" Phil Noble, ekspert od kampanii politycznych w Internecie.
Kłopoty pani Clinton
Co to może oznaczać, przekonała się niedawno Hillary Clinton. Wideoklip, w którym pani senator niemiłosiernie fałszuje, śpiewając amerykański hymn podczas wizyty w stanie Iowa, użytkownicy YouTube obejrzeli aż 1,2 mln razy. Na oficjalny teledysk "Iowa kocha Hillary" klikano niewiele ponad pięć tysięcy razy.
Politycy i ich doradcy nie zamierzają się jednak przyglądać z założonymi rękami, jak internauci przejmują stery kampanii wyborczej, choćby w najlepszych intencjach. Sztab Obamy postanowił na przykład przejąć popularną stronę zwolenników czarnoskórego kandydata na portalu MySpace.
Wkrótce po premierze "Dziewczyny Obamy" senator opublikował w YouTube własny wideoklip, w którym przez dwie minuty mówi do kamery. -Przysyłajcie nam swoje nagrania - prosi swoich zwolenników, zapowiadając, że z nadesłanych materiałów stworzy wspólny wideoklip. Oczywiście przy pełnej kontroli przekazu."
Za:
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070619/swiat/swiat_a_2.html Czas chyba stworzyć wyspecjalizowaną agencję ds. Internetu i propagandy medialnej.. :>
W Polsce mogłoby się to nazywać AI- Agencja Internetowa