-› 22 styczeń 12 [19:05]
W dawnych smutnych czasach, gdy były dwa programy w telewizji a lud wolał ze sobą rozmawiać niż grillować i smsować omijano cenzurę stosując rozmaite niedopowiedzenia i wytrychy słowne, aluzje i ironiczne podteksty. Dzisiaj, w dobie kilkuset kanałów wszystkie głównonurtowe sprowadzają się do trzech kwestii wspaniale ukazanych w filmie Oni żyją, skądinąd rzadko powtarzanym (ciekawe dlaczego?
- sleep, sleep, sleep. Ów oryginalny motyw usypiania widza jest skuteczny z uwagi na poprzedni ustrój, gdzie wszyscy nie mieli niczego ale dało się zdobyć i pomimo, że każdy miał nic, zadowoleni byli prawie niektórzy. Mówiąc krótko, odwołanie do konsumpcji działa bo byliśmy głodni. Czy nadal jesteśmy głodni i napychamy brzuchy świństwem? Większość ludzisków powie- tak, w końcu ich sensem życia jest żarcie, picie i pieprzenie (przydałby się niemiecki literowiec z fressen ale zapomniałem). Kolor połączony z kupowaniem niepotrzebnych rzeczy i omijaniem spraw smutnych, niepotrzebnie angażujących mózg daje w rezultacie olbrzymią masę "szarych", których można obudzić w tylko jeden sposób, zabierając im ogłupiacza. Szklana pogoda z kolorem (jedyna różnica w porównaniu z PRLem) zalewa świat...szarzyzną. W podobny sposób podszedł do sprawy J. Dukaj w powieści Wroniec (polecam, wspaniałe ilustracje!):
"Adaś zrozumiał, że oni wszyscy tu wyszarzyli się na śmierć. I że wszystko było na odwrót. To nie Maszyna-Szarzyna zalewa ludzi szarością. To ludzie napędzają Maszynę-Szarzynę. A przez Maszynę — wszystkie telewizory w mieście i w kraju. Kineskopy działają w obie strony. Nawet jak kto nie chce — Maszyna-Telewizja go wyszarza. Najpierw oddaje jej Kolor. A potem ona żywi się szarością. Pokazuje ją na ekranach. Nadaje tylko to, czym ludzie ją nakarmili. A oni jeszcze chodzą po mieście i oszarzają domy, ulice, innych ludzi. Tutaj zaszło najdalej. Bo tutaj musiało się zacząć. Szarość z nich wybuchła. Wyszarzyli się na śmierć. A Maszyniści-Szarzyści, żeby dalej karmić Telewizję, wyciągnęli potem Maszynę na ulice. I tak prowadzą ją przez miasto dzielnica po dzielnicy. Rosnącą kineskopami, kablami, Elektroniką."
Za: J. Dukaj, Wroniec, Kraków 2009, s. 211.
To nie świat jest szary, to telewizja zabija w nas uczucia, podając podróbki.
tags: Dukaj,, Wroniec,, neokomuna,, pełzający, totalitaryzm, liberałów,, szarzyzna,, telewizja,, cenzura,
-› 12 styczeń 12 [22:17]
Temat wielokrotnie poruszany, mniej czy bardziej bezpośrednio, także na moim blogu. Dopóki nie znajdzie się odważny badacz, będziemy karmieni iluzją i tekstami w stylu: procent był niewielki, a na kierowniczych stanowiskach z rzadka bywali. Zbędne szczegóły w stylu kto był faktycznym kierownikiem czy wydającym dyspozycje oraz zmiany nazwisk pomija się wyniosłym, pseudonaukowym milczeniem. Tak samo białą plamą jest zachowanie mniejszości, w tym Żydów na Kresach w 1939 roku (chociaż nie tylko wtedy). W swoich dość dziwacznie (bo chaotycznie) napisanych wspomnieniach (albo raczej przyczynkach do dyskusji) T. Modelski dokonuje podsumowania tematu, który powinien zostać już dawno zbadany, opisany i nagłośniony. Dlaczego? Ponieważ to jest historia!
"Jeśli chodzi o Żydów rosyjskich oraz Żydów polskich w sowieckim aparacie NKWD, Stalin widział w nich element, który będzie bardziej okrutny wobec Polaków niż nawet polscy komuniści i tak wrogo nastawieni do Polaków orientacji zachodniej. Ale ta wrogość Stalinowi nie wystarczała, pragnął on „superwrogości". Podczas gdy polskiego komunistę z Polakiem o orientacji zachodniej łączyła wspólna narodowość, a dzielił jedynie system polityczny, to Żyda rosyjskiego czy nawet Żyda polskiego komunistę z etnicznym Polakiem dzielił zarówno element narodowy, jak i element systemu politycznego. Zaś z punktu widzenia Stalina Żydzi wychowani i wykształceni w polskim systemie edukacyjnym, w polskiej kulturze i polskim języku, a nie będąc polskimi patriotami, świetnie nadawali się do tego, aby wyładować swoją nienawiść, napięcie i niechęć na wszystkich Polakach o orientacji prozachodniej, jako na podwójnym wrogu. Ta grupa oficerów politycznych, prokuratorów oraz członków partii komunistycznej przybyła z Rosji do Polski z Armią Czerwoną w 1944 roku. Wszyscy przyjechali ubrani w polskie mundury, jakkolwiek Żydzi polscy mówili po polsku, ale Żydzi rosyjscy częstokroć nawet nie znali języka polskiego. I to właśnie oni stali się podstawą komunistycznej administracji w Polsce. Jak wynika z ich zeznań składanych przed władzami brytyjskimi, po wybraniu wolności na Zachodzie, owi administratorzy żydowskiego pochodzenia starali się pozostawać w cieniu, zasłaniając się najczęściej Polakami niewykształconymi, pochodzącymi z klasy robotniczej. Im to przyznawano oficjalne pozycje administracyjne i oni to właśnie reprezentowali owe urzędy na zewnątrz. Podczas gdy prawdziwi decydenci, Żydzi rosyjscy lub polscy decydowali o wymiarze kary, egzekucji, typie tortur i to oni stanowili prawdziwą władzę."
Za: T. Modelski, Byłem szefem wywiadu u Naczelnego Wodza, Warszawa 2009, s. 360.
tags: Modelski,, Żydzi,, Sowiety,, komunizm,, dziel, i, rządź,, historia,, polityka,, białe, plamy,, podsumowanie,, UB,, terror,
-› 03 styczeń 12 [20:47]
Bardzo często wielu przygłupów z tzw. partii zamieszanych mocno w okrągły stół próbuje relatywizować komunę, że owszem kiedyś było ostro ale później było miło, sympatycznie i w ogóle byliśmy najweselszym barakiem w obozie demoludów. Jest to kłamstwo, o czym zresztą świadczy uaktywnienie instytucji "nieznanych sprawców" w latach 80.tych XX wieku. Podobną bajką sprzedawaną na bezczelnego są twierdzenia o jakiejś niby niezależności mitycznego "wywiadu" w PRLu- również w okresie po stanie wojennym czy opowieści o kontroli naszego terytorium przez tylko i wyłącznie "polskie służby". Drobiazg, że w każdym okresie, po tworze zwanym Polską Ludową grasowały rozmaite hordy szpiegów i byliśmy przytuliskiem wrednych typów, terrorystów, umyka uwadze. W latach 70. tych i 80.tych XX wieku na Wybrzeżu ramię w ramię chodziły sowieckie i wschodnioniemieckie służby werbując na przyszłość rozwojowy narybek- pewna plotka głosi, że wtedy został zawerbowany jeden z filarów ruchu "liberalnego."
"Wspominając obserwacyjne działania KGB odnośnie wydarzeń poznańskich z czerwca 1956 roku, nie można pominąć milczeniem jego bezpośredniego w nich udziału. Jest bowiem faktem, iż siły sowieckie, w tym grupy bojowe KGB, brały bezpośredni udział w zdławieniu buntu Poznania. A oto dwa przykłady. 29 czerwca rano, około godziny 9.00, w rejonie ulicy Dąbrowskiego zatrzymała się kolumna „polskich" czołgów. Na pancerzach siedzieli czołgiści w polskich mundurach, posilając się dowiezionym właśnie im prowiantem. Mówili ze sobą po rosyjsku. Ci sami czołgiści, około godziny 9.20-9.25, otworzyli ogień z czołgowych kaemów i pistoletów maszynowych do grupy cywilów, którzy uchodząc przed pościgiem zorganizowanym przez bezpiekę, chcieli przedostać się na drugą stronę ulicy Dąbrowskiego. Wyskakując z bram kamienic ulicy Dąbrowskiego, na odcinku między ulicami Roosevelta i Kochanowskiego, dostali się pod ogień broni maszynowej czołgistów ze specjalnej grupy bojowej KGB, którą skierował poprzedniego dnia wieczorem do Poznania sowiecki generał w polskim mundurze, Stanisław Popławski.
Tenże generał Popławski wydał rozkaz rozstrzelania tych wszystkich oficerów i żołnierzy Wojska Polskiego, którzy odmówili wzięcia udziału w krwawej pacyfikacji Poznania. Wiemy już dziś, iż w nocy z 28 na 29 czerwca około godziny 3.00 przywieziono (pod silną eskortą UB) do Prosektorium Akademii Medycznej w Poznaniu przy ulicy Święcickiego, zwłoki dwunastu młodych podchorążych WP. Wszyscy zginęli od strzału w potylicę. Stąd o godzinie 6.00 rano zwłoki, po przeprowadzonej sekcji, wywieziono w nieznanym kierunku celem potajemnego pochówku. Nigdy żaden oficjalny komunikat w tej sprawie nie został wydany. Dopiero dziś wiemy, iż byli to czołgiści z trzech polskich czołgów, podchorążowie z Oficerskiej Szkoły Wojsk Pancernych, których maszyny wysłano na odsiecz gmachowi UB atakowanemu wówczas przez demonstrantów. Podchorążowie OSWP odmówili strzelania do demonstrantów, oddając swe czołgi ludziom. Zostali później aresztowani. Na rozkaz generała Popławskiego wywieziono ich na mały poligon położony w rejonie lotniska w Ławicy, gdzie zostali zastrzeleni przez ludzi ze specjalnego oddziału KGB.
Tych dwunastu sprawiedliwych zamordowano bez sądu i wyroku, tylko na rozkaz sowieckiego generała, będącego wówczas prawą ręką sowieckiego marszałka Rokossowskiego. Ponieważ, mimo ścisłej tajemnicy otaczającej ten mord, wieść o nim przedostała się do wiadomości poznańskiej społeczności, wydany został w czerwcu 1981 roku specjalny komunikat Naczelnej Prokuratury Wojskowej w Warszawie, ogłoszony w prasie, w radiu i telewizji, zapewniający, iż w roku 1956 władze wojskowe nie wydały żadnego wyroku śmierci wobec któregoś z żołnierzy Wojska Polskiego, i że żaden taki wyrok nie został wówczas wykonany. Być może wyroku rzeczywiście nie wykonano, mordując aresztowanych sowieckim zwyczajem bez osądzenia, wzorem katyńskim — strzałem w tył głowy."
Za: F. Bernaś, Mrok i mgła. Z dziejów KGB, Warszawa 1997, s. 647- 648.
tags: KGB,, komunizm,, PRL,, bezpieka,, służby,, 1956,, agentura,, Bernaś,, mrok, i, mgła,, Sowiety
-› 26 grudzień 11 [20:30]
Akcja była powtarzana wielokrotnie, z różnymi rezultatami zresztą. I łączona z czyszczeniem bibliotek, oficjalnie nazywało się to konserwacją księgozbioru. Swego czasu rozmawiałem z emerytem bibliotecznym, który podał mi etapy "konserwacji", było ich kilka, nie zawsze po zawirowaniach politycznych i protestach społecznych. Przed akcesją Polski do tworu zwanego UE nasycano biblioteki propagandowym śmieciem, niczym politrucy Stalina po wojnie zastępujący literaturę "dziełami klasyków." W tym czasie książki oddane do "konserwacji" zagubiły się albo trwały, trwały, trwały gdzieś tam i szukały swoich nowych okładek, nieraz trwało to całe lata...Pierwszy etap zbiegł się w czasie z akcją makulatura:
"Trwała jednak rozgrywka mniej rzucająca się w oczy, a głębsza, nawet specjalnie nie zamaskowana, tyle że stwarzająca pozory niewinnego bałaganu. Przez kilka lat prowadzono tzw. zbiórkę makulatury. Pozornie obie strony traktowały tę akcję niepoważnie — była prowadzona chaotycznie, w sposób bałaganiarski; jak pomniki głupoty, ba, jak kopce głupoty wznosiły się po miastach stosy makulatury, której nie było gdzie magazynować ani dokąd odwieźć na przemiał. Tyle że społeczeństwo wywiązywało się z tej — dość uciążliwej — akcji, a władze... No cóż, władzom wcale nie zależało na paru dodatkowych tonach papieru. Nie o to w tej akcji chodziło. Podczas zajęć z historii sztuki, a więc przed wielu laty, miałem możność rozmawiać z profesorem Lorenzem o jego okupacyjnej akcji ratowania zabytków i książek. Profesor powiedział wówczas rzecz na pozór zaskakującą: „z Biblioteki Uniwersytetu kazałem wywozić gazety, liczyłem, że Pana Tadeusza ludzie ocalą po domach". Prowadzona przez „ludowe" władze akcja była dokładną odwrotnością tej, jaką podczas okupacji niemieckiej przeprowadził profesor Lorenz. Pan Tadeusz ukazał się w Wyborze pism Mickiewicza poprzedzony przemówieniem Bieruta w roku 1951 — na przemiał szły oddane na makulaturę gazety i książki z czasów II Rzeczypospolitej; z biegiem lat dochodziły do nich publikacje wydawane po roku 1945. Czytelnicy tracili możność porównania serwowanej na bieżąco, obowiązującej wersji przeszłości z jakimikolwiek źródłami. Ta na poły zabawowa akcja okazała się w efekcie bardziej skuteczna niż akcja palenia książek przez Niemców: była bardziej masowa, bardziej wyniszczająca pamięć zbiorowości i do tego lepiej kamuflowała samą siebie. Przeprowadzając ją, władze odwoływały się głównie do dzieci i młodzieży, także do lumpów z marginesu — więc do „zbieraczy", którzy nie zdawali sobie sprawy z wartości „makulatury". Z własnego dzieciństwa pamiętam, jak przez cały okres podstawówki (1950-1957!) musiałem co miesiąc odstawiać 4 kg papierowego kontyngentu — pod groźbą obniżenia stopnia ze sprawowania, co automatycznie pociągało za sobą odebranie stypendium. Kontyngenty odbierane od dorosłych były niższe, miały charakter doraźnych akcji i „zobowiązań ku czci" — 1 Maja, 22 Lipca, Rewolucji Październikowej, a nawet przyjazdu Ochaba czy Zawadzkiego. Na Śląsku, gdzie chodziłem do szkoły, „zbieranie makulatury" służyło dodatkowo niszczeniu śladów niemczyzny. Że przy okazji niszczono pochodzące z czasów zaborów dowody polskości Śląska — nikogo to nie martwiło."
Za: B. Urbankowski, Czerwona msza czyli uśmiech Stalina, t. 2, Warszawa 1998, s. 48.
tags: Urbankowski,, czerwona, msza,, akcja, makulatura,, niszczenie, kultury,, antyhistoria,, komunizm,, antypolonizm,, PRL,
-› 18 grudzień 11 [17:12]
Wspomnienia Zakirowa "Obcy element" są lekturą ważną nie tylko ze względu na sprawę katyńską. Zakirow opisuje także urzędniczą olewkę z którą się zetknął po przybyciu do Polski. Całe szczęście, że istnieli ludzie, którym się chciało pomóc. I Zakirowowi pomogli. Spotkałem się z opinią, że początek książki jest nudny ponieważ autor opisuje swoje dzieciństwo i sowieckie realia. Nic bardziej błędnego. Zarysowane tło pozwala lepiej wczuć się w atmosferę grozy, beznadziei i "szczęśliwości" kraju krwawych rad. Tzw. operacja polska, czyli eliminacja Polaków w Sowietach i późniejsze akcje uderzające w polskie elity, zarówno ze strony sowieckiej jak i niemieckiej, pokazują, że nadal wydarzenia z lat 1939-1940 kryją wiele tajemnic:
"Jesienią 1989 roku jeszcze raz rozmawiałem z Jegorem Polakowem. On dobrze pamiętał, że polskich księży rozstrzelano w piwnicy NKWD. Opowiedział mi o prowadzonym na rozstrzelanie Polaku, któremu się udało wyrwać broń jednemu z konwojentów i zastrzelić drugiego. Potem zamknął się w piwnicy, skąd przez trzy dni się ostrzeliwał. Był nie do pokonania, dopóki nie otruto go gazem. Komendanta KGB Iwana Stelmacha zranił w rękę. Polakow twierdzi, że widział tę strzelaninę, a Stelmach strzelał w okno piwnicy z cekaemu „Maksim". Całe śródmieście w okolicach NKWD otoczyło wtedy wojsko. Spowodował to jeden dzielny Polak!"
Za: O. Zakirov, Obcy element. Dramatyczne losy oficera KGB w walce o wyjaśnienie zbrodni katyńskiej, Poznań 2010, s. 217.
Fragment oświadczenia P. Klimowa, dozorcy a później wartownika NKWD u komendanta Stelmacha:
"Pamiętam, że zmywałem krew rozstrzelanych (...) myłem ciężarówki: półtora- i trzytonówkę. Na nie ładowano zazwyczaj, za pomocą transportera, trupy rozstrzelanych, żeby nie nosić na noszach. Ten transporter skonstruował Ałchimowicz «złota rączka». Przedtem trupy rozstrzeliwanych wynoszono z podziemia NKWD na noszach (...) Piwnica, w której rozstrzeliwano, znajduje się pod budynkiem obecnego Urzędu Spraw Wewnętrznych obwodu smoleńskiego przy ulicy Dzierżyńskiego. Trzecie okno, chyba z prawej strony. W małym piwnicznym pomieszczeniu był otwór, głowę kładziono na jego brzeg i strzelano w potylicę (...) Jedna z ofiar, pamiętam, miała rozpruty brzuch. Strzelano wieczorem i wywożono do Kozich Gór. Ekipa zabójców pracowała do drugiej w nocy. W ciężarówkach układano trupy pokotem, bywało, że wrzucano trzydzieści, czterdzieści trupów do jednego samochodu. Zwłoki zakrywano brezentem i wywożono. Oprócz kierowców wyjeżdżały dwie, trzy osoby i komendant (...) W Kozich Górach była cała ekipa. Pamiętam Biełkina, Ustinowa (...) Zakopywali rozstrzelanych, kopali rowy. Mieszkali w samych Kozich Górach. Wiem, bo sam widziałem trupy Polaków przysypane ziemią. Rozstrzeliwała ich ekipa Iwana Stelmacha. W tym rowie, gdy spojrzałem, Polaków było wielu, leżeli w szeregu, a rów był długi na jakieś sto metrów. Wtedy i po wojnie Stelmach, Rejson, Gwozdowski i Gribow niejednokrotnie mnie ostrzegali, żebym milczał (...) Polskich wojskowych rozstrzeliwali Stelmach, Gribow, Gwozdowski, Karl Rejson (...) Oni wodzili rej przy rozstrzeliwaniach (...) Część polskich księży rozstrzeliwano w piwnicy NKWD Smoleńska (...) Trupy woził też Lewczenkow, ale zabił go więzień, który był, moim zdaniem, Polakiem. Ten więzień przypadkiem został żywy i przedostał się do zbrojowni, a potem otworzył ogień. Przez trzy dni nie potrafili go zabić, zalewali piwnicę wodą z pompy strażackiej, a potem otruto go gazem", ibidem, s. 240 -241.
tags: Zakirov,, obcy, element,, Katyń,, wojna,, Sowiety,, mord,, okupacja,, Polacy,, KGB,, NKWD
-› 12 grudzień 11 [18:57]
Albo ile się nie zmieniło...Zainspirowany wpisem Godziemby o numerach postanowiłem pogrzebać w stosie staroci. Znalazłem książeczkę w formacie starych "tygrysów" zatytułowaną "Białe plamy 3. Reporterska Aukcja Zdarzeń", Warszawa 1989. Na marginesie kolejnego 13. grudnia sami popatrzcie jak łatwo prać wam mózgi. Pierwszy tekst M. Iłowickiego, W cieniu na wulkanie to krótki opis społeczeństwa polskiego pod koniec lat 80. tych XX wieku. Kilka fragmentów:
"Otóż badania te wskazują, że konflikt pierwszy (społeczne aspiracje — rzeczywistość) odczuwa zdecydowana większość społeczeństwa, w tym także wielu zwolenników systemu. W konflikcie drugim (władza — opozycja) zaangażowanych jest — jako przeciwnicy — ok. 30% Polaków (taki był stan w r. 1987 — procenty ulegają znacznym wahaniom). Dla porządku dodam, że ogromna część (większość) czynnych uczestników konfliktu drugiego odczuwa także konflikt pierwszy, o którym można zatem powiedzieć, że dotyczy właściwie całego narodu. Natomiast ci, którzy pozostają na uboczu aktywnego konfliktu władza — opozycja ( w r. 1987 było ich do 70%, czyli większość społeczeństwa), znajdują się „w sferze cienia", albo jak się to także czasami określa „w sferze szarości". Nie oznacza to, iż sympatyzują oni z systemem czy wspierają władzę, lub są obojętni wobec opozycji — przeciwnie, można z wielu dodatkowych wskaźników wnosić, że są to potencjalni przeciwnicy systemu. Jednakże dzisiaj czują, iż nie mają żadnego wpływu na sprawne funkcjonowanie państwa i gospodarki i mają coś w rodzaju „kompleksu Solidarności". To znaczy żywią przekonanie, że protest jest w tym systemie nieskuteczny, a może być bardzo kosztowny. Boją się zatem konfrontacji, ale też nie wierzą w porozumienie i kompromisy (bo ta władza zawsze „wykoleguje"). Nie wierzą także w realną poprawę swego losu [pogrubienie moje-Unicorn].
Od opozycji ludzie ze strefy cienia oczekują działań na rzecz usensownienia systemu, ale opozycja nie ma warunków do takiego działania, nie chce zaś konfrontacji „siłowej". Trzeba przyznać ze smutkiem, że opozycja nie ma dobrego programu pozytywnego, zaś władza swych programów naprawy państwa i gospodarki po prostu nie wykonuje. Z drugiej strony ludzie — jak wspomniałem — nie chcą kompromisów. Zatem opozycja idąca na kompromis może stracić autorytet i zaufanie, władza zaś próbująca kompromisów będzie już zawsze (na podstawie długiego doświadczenia) podejrzewana o oszustwo. 70% Polaków ze strefy cienia (może najtrafniejsze jest określenie „centrum ponuro milczące") boi się więc zarówno konfrontacji, jak i kompromisu, obawia się zmian, ale uważa, że tak dalej być nie może. Jest to sytuacja, w której na krótką metę kryzys działa stabilizująco, ale jest to równowaga bardzo nietrwała. Tego rodzaju sprzeczności mogą łatwo doprowadzić do wybuchu. Ludzie „ponurego centrum" żyją zatem w cieniu, ale jest to cień rzucany przez wulkan, który może wybuchnąć w sposób niekontrolowany. Spustem czy zapalnikiem może być— jak się zdaje — dalsze pogorszenie się warunków życia."
Za: "Białe plamy 3. Reporterska Aukcja Zdarzeń, Warszawa 1989, s. 15- 16.
"Większość Polaków (nieco mniej niż 2/3) żyje dziś „na styk". Oznacza to, iż każda zwyżka cen lub zmniejszenie dochodów, względnie jakiś losowy wypadek może spowodować załamanie się budżetu. Ludzie ci z wielkim lękiem patrzą w przyszłość i z trudem wiążą koniec z końcem.
Wreszcie 1/3 Polaków (grupa ta stale się powiększa) żyje w stanie ubóstwa, nawet na skraju nędzy — to znaczy nie osiąga nawet oficjalnie ustalonego tzw. minimum socjalnego. Do tej grupy „poniżej" zalicza się aż połowa rencistów i emerytów, są tu liczne osoby niesprawne, rodziny wielodzietne, część robotników niewykwalifikowanych, drobni urzędnicy, spora część zaczynających pracę młodych lekarzy, nauczycieli, naukowców i innych.
Otóż młodzież polska II połowy lat osiemdziesiątych ma pełną świadomość (potwierdzają to wyniki badań), iż normalną pracą nie zdobędzie ani mieszkania, ani dóbr trwałego użytku, ani nie zaspokoi ambicji zawodowych. Młodzi ludzie wiedzą (i widzą), że ani wykształcenie, ani pracowitość, ani zdolności nie zapewniają im godziwego poziomu życia i samorealizacji", ibidem, s. 19.
Przeskok w czasy nam bliższe:
"Statystyczny Polak żyjący w biedzie, to nastolatek żyjący na wsi razem z rodzicami i przynajmniej trójką rodzeństwa. Ale to tylko statystyka. Problem ubóstwa coraz częściej dotyka także samotne matki z niepełnosprawnym dzieckiem, kobiet z minimalnymi pensjami, mieszkańców miejskich enklaw biedy, rodzin wielodzietnych czy absolwentów wyższych uczelni - czytamy w "Gazecie Wyborczej".
Według raportu przygotowanego przez Anti-Poverty Network i Social Watch, aby określić poziom ubóstwa, nie wystarczy wskaźnik PKB, który mówi tylko o ile średnio wzrosła produkcja.
Trzeba spojrzeć na inne wskaźniki, które pokazują odmienne tendencje. Z jednej strony liczba skrajnie ubogich zmniejszyła się do 2 mln, ale z drugiej strony jest coraz więcej tych, którzy mają problemy z zaspokojeniem podstawowych potrzeb materialnych. Według szacunków raportu, problem ubóstwa może dotyczyć w Polsce nawet 13 mln osób."
Za: Wiadomości.onet.pl.
"Przy tym wskaźniku odsetek ubogich jest mniejszy i wynosi 5,7 proc. Może być jednak znacznie wyższy jeśli za kryterium posłuży tzw. relatywna granica ubóstwa. To z kolei parametr według którego za ubogiego uznany zostanie ten, kto na utrzymanie przeznaczy mniej niż połowę średnich miesięcznych wydatków innych gospodarstw domowych. Przy takim przeliczniku zagrożonych ubóstwem jest aż 17,3 proc. Polaków."
Za: Money.pl.
Zmieniła się jedynie nazwa nomenklatury i jest więcej partii. Nic więcej...
-› 04 grudzień 11 [18:06]
Podtytuł powinien brzmieć- twórcze rozwinięcie metod Gestapo w wykonaniu sowieckich marionetek dożynających resztki II RP. Rok 1950. W świadomości nawet nieco bardziej oczytanego miłośnika historii to czarna era stalinizmu, czas "po ptokach" i zło w całej krasie. Mówiąc krótko- pozamiatane. O ile kojarzy się lata 1944- 1948 jako czas "utrwalania władzy ludowej" czy niszczenie polskości, przy dużym współudziale POPów (pełniących obowiązki Polaków), różnej narodowości, np. żydowskiej, o tyle następne lata to ciemna plama aż do 1953 czy 1956 roku przeplatane "wyborami" 1952 roku. Wejście w lata pięćdziesiąte to faktycznie mroczny okres ale ciekawy z punktu widzenia działań zachodnich służb specjalnych- afera Bergu i wschodnich- rozmaite prowokacje.
"Z całej serii akcji represyjnych organów bezpieczeństwa, najbardziej spektakularną była tzw. akcja „K" wzorowana częściowo na metodach aresztowań organizowanych w Generalnej Guberni przez hitlerowców, między innymi tzw. akcji „AB" wymierzonej w inteligencję polską. Przeprowadzona w październiku 1950 roku przez siły resortu uderzała głównie w inteligencję i chłopów przeciwstawiających się kolektywizacji wsi. Szczegółowy plan akcji przygotował Departament III (walka z bandytyzmem) kierowany przez płk. J. Czaplickiego. Operację podzielono na dwie fazy: w pierwszej poszczególne UBP przygotowały listy proskrypcyjne osób przeznaczonych do natychmiastowego aresztowania, w drugiej — przystąpiono do aresztowań oraz prowadzenia spraw śledczych. Według instrukcji MBP urzędy bezpieczeństwa kierować się miały następującymi wytycznymi: „1) Koncentrować się na te obiekty i środowiska, gdzie stwierdzono szczególne zagrożenie, aktywizację wrogiego elementu i poczucie bezkarności wroga. 2) Ześrodkować uderzenie we wspierających wroga kułaków i spekulantów, ich rozzuchwalenie i bezkarność, którzy swoją działalnością i postawą oddziałują szkodliwie na otoczenie. 3) Typować do aresztowań tych, którzy aktualnie inspirują, podsycają do wrogości i prowadzą wrogą działalność antypaństwową".
Cały aparat bezpieczeństwa wytypował do aresztowań 13 825 osób, w tym 9227 na wsi i 4698 w miastach. Najwięcej do aresztowań wytypowały WUBP w Łodzi — 2455 osób, w Warszawie — 2275 i w Bydgoszczy — 1327 osób. Kierownictwo MBP po dokonanej analizie wykazów zredukowało listę osób do aresztowań z 13 825 do 4675 osób. W ciągu jednej nocy aresztowano w kraju w sumie 4963 osoby, w tym: 1430 wywodzących się z inteligencji, 1444 kułaków, 12 206 chłopów mało- i średniorolnych, 461 robotników, 361 prywatnych przedsiębiorców, 61 byłych właścicieli ziemskich. Ponad połowie aresztowanych wytoczono śledztwa na zasadach ogólnie przyjętych w MBP i skierowano sprawy do sądów. Część aresztowanych zwerbowano na agentów, pozostałych (około 40 procent) zwolniono nie mogąc udowodnić im żadnej winy.
W tymże 1950 roku KBW przeprowadziło przeciwko „wrogom ludu" 4833 akcje — w każdej z nich brało udział średnio 3400 żołnierzy. Zabito 40 członków podziemia, aresztowano 4479 osób. Do najważniejszych osiągnięć zaliczano wówczas likwidację 116 grup zbrojnych i zdobycie 7000 sztuk broni, a ponadto wytoczenie procesów szpiegowskich Baschenowi we Wrocławiu, Robinowi w Szczecinie i Turnerowi w Warszawie. Podziemie, mimo kierowania przeciwko niemu tak dużych sił, nie dawało za wygraną. W 1950 roku dokonało ono w całym kraju 2875 napadów, w tym między innymi 1136 na spółdzielnie, 257 na obiekty państwowe i 171 na organy bezpieczeństwa. Zabito 48 funkcjonariuszy SB, 43 pracowników aparatu partyjnego oraz 38 pracowników administracji państwowej i spółdzielczej."
Za: H. Dominiczak, Organy bezpieczeństwa PRL 1944- 1990. Rozwój i działalność w świetle dokumentów MSW, Warszawa 1997, s. 85- 86.
Co więcej, powstawały kolejne grupy oporu. Władze z sowieckiego nadania podejrzewały (i słusznie) ludność wiejską o pomaganie partyzantce niepodległościowej. W celu przeciwdziałania, oprócz akcji pacyfikacyjnych stosowano sposoby administracyjne- domiary podatkowe, konfiskatę mienia, wzywano na przesłuchania, dokonywano rewizji i aresztowań. W 1951 przeprowadzono operację "Narew" siłami KBW, MO i UB (zgodnie z danymi podanymi 75% akcji stanowiły czysto polityczne uderzające bezpośrednio w organy władzy i partię). 23 września 1952 płk J. Czaplicki (czyli I. Kurc) stwierdził, że podziemie się odradza, pomimo kolejnych likwidacji oddziałów- zatarły się różnice ideologiczne, został wspólny wróg- komuna...
tags: Dominiczak,, podziemie,, bezpieka,, walki,, historia,, żołnierze, wyklęci,, operacja, K,, pacyfikacja,, komuna,, Sowiety
-› 29 listopad 11 [20:28]
Chiny jak każde wzrastające mocarstwo, oprócz siły militarnej i gospodarczej musi dysponować zdolnościami "miękkimi", mówiąc inaczej- powinno umieć przyciągnąć do siebie nieprzekonanych i obojętnych. Zwykle działanie takie odbywa się na pograniczu kultury, propagandy i sportu. Pojęcia takie jak mcdonaldyzacja czy amerykanizacja życia są doskonale znane. Prześmiewczo ukazał to Rammstein- w końcu wszyscy żyjemy w globalnej wiosce pod nazwą Stany :> Mówiąc poważnie amerykanizacja i popkultura mają na celu dostarczenie rozrywki, owszem, ale przede wszystkim uspokojenie czyli ogłupienie. Efekt końcowy to upadek kultury a nie żaden miszmasz czy tygiel narodów lub kultur, o czym próbują przekonać nas rozmaici socjologowie.
W Stanach nigdy poszczególne składniki tygla nie były identyczne w możliwościach wpływania na państwo- wystarczy porównać ludzi pochodzenia niemieckiego, żydowskiego, włoskiego, irlandzkiego i polskiego. Chiny, podobnie jak Rosja, dla ludzi Zachodu stanowią zagadkę. Najlepszą reklamę Chin, wydaje się to dość dziwne, stanowią filmy "karate", Dalajlama i wszechobecna tandeta. Plus niezbyt określone tradycje wynalazczości...Pytanie, co dalej? Truizmem jest twierdzić, że Chiny szachują Europę, USA czy pół świata a jednocześnie są na tyle słabe, że mogą się udławić własnymi problemami, kasą i...sąsiadami. Banalnym jest osąd, że Chiny muszą iść na Rosję, równie dobrze mogą iść na Indie albo Japonię. Co ciekawe, Chiny wiele łączy z USA. I decydenci chińscy doskonale o tym wiedzą, kopiując pewne wzorce. Zerknijmy do starego podręcznika W. Zakrzewskiego, Historya powszechna, t. III, Historya nowożytna, Kraków 1920:
"Niebawem, wspierając wywołane przez siebie powstanie na międzymorzu Panama, wymusiły na Kolumbii zrzeczenie się tej prowincyi, tworzącej odtąd maleńką i słabą rzeczpospolitą niby niepodległą, lecz całkiem zależną od Stanów Zjednoczonych, które objęły same przedsiębiorstwo budowy kanału Panamskiego, po bankructwie i likwidacyi pierwotnego przedsiębiorstwa francuskiego; zapowiedzianemu na Nowy Rok 1915 r. uroczystemu otwarciu przebitego już kanału przeszkodziła wielka wojna powszechna i potrzeba naprawy uszkodzeń w kanale. Będzie to nowe źródło potęgi Stanów Zjednoczonych, już dziś jednego z najpotężniejszych mocarstw światowych, bo da im możność łatwego przenoszenia floty z oceanu Atlantyckiego na Spokojny i tern silniejszego oddziaływania w Azyi na jej wybrzeża wschodnie, na Chiny i Japonię. W eksploatowaniu Chin biorą Stany Zjednoczone bardzo żywy udział i równie bacznie, jak państwa europejskie, śledzą dokonywujące się tam przeobrażenia [podkreślenie moje-Unicorn], z Japonią zaś są w otwartem współzawodnictwie, zwłaszcza że do zachodnich Stanów najliczniej przybywają tak Chińczycy, jak Japończycy, których wielu z tych przeludnionych krajów emigruje za morze, stale albo czasowo; że to zaś są bądź to biegli w handlu, bądź pracowici i poprzestający na małem robotnicy (t. zw. kulisi), z których konkurencyą trudno walczyć, gdziekolwiek się pojawią, przeto ludność biała spoglądała wszędzie z największym wstrętem na tych niedogodnych, bo tanich współzawodników żółtych, i stąd pochodzą prawodawcze nawet zarządzenia niektórych Stanów, jak Kalifornia, przeciw immigracyi żółtej, przedmiot ostrych reklamacyi ze strony japońskiej w Washingtonie u rządu centralnego Unii."
Za: W. Zakrzewski, Historya powszechna na klasy wyższe szkół średnich, t. III Historya nowożytna, Kraków 1920, s. 267.
tags: Zakrzewski,, Historya,, USA,, Chiny,, zamiana, ról,, mocarstwa,, kopiowanie,, pat,, geopolityka
-› 21 listopad 11 [19:47]
Ślepowron jaki jest każdy widzi, jaki był, niekoniecznie każdy widzi. Człowieki honoru wybaczyli mu wiele. My nie powinniśmy. Temu patriocie sowieckiemu czas się kończy ale prawdziwe działania związane z osobą "czarnego generała" nadal czekają na większy opis. Wstęp został uczyniony: L. Kowalski, Generał ze skazą, na odcinku walki z syjonizmem:
"W Sztabie Generalnym WP wydarzenia marcowe podsumowano w wiodących POP. W przypadku pionu operacyjnego doszło do tego 3.04.1968 r., kiedy po referacie sprawozdawczo-wyborczym, który wygłosił płk Jarczyński, rozgorzała dyskusja. Zabierając głos, Jaruzelski wówczas stwierdził m.in.: „Bardzo niebezpieczne dla nas są liczne wewnętrzne i zewnętrzne powiązania syjonistyczne i prosyjonistyczne występujące w postaciach mafijnych i indywidualnych....Milczenie i brak ustosunkowania się wysoko postawionych towarzyszy pochodzenia żydowskiego stanowi pożywkę dla naszych wrogów z zagranicy - dla propagandy zewnętrznej. Przyczyny tego stanu rzeczy są pierworodne - narastały przez wiele lat...W KPP towarzysze pochodzenia żydowskiego stanowili dużą część aktywu (podkreślenie moje-Unicorn); z tytułu tej działalności za zasługi dano im rekompensatę. To nie było działanie celowe, tak się złożyło na skutek posunięć w kierunku faszyzacji Polski - i wtedy KPP była dla wielu schronieniem przed faszyzmem. Obok tego szczególnie po wojnie występuje inne zjawisko - mianowicie celowa dążność do usadowienia ludzi pochodzenia żydowskiego na wielu wysokich stanowiskach - w czym celował szczególnie tow. Zambrowski. Taki stan rzeczy trwał długo, rozrastał się, powstawał tzw. rak kadrowy; przy tej okazji także różne parasole i tarcze ochronne, które to sankcjonowały. Dlaczego nie było przeciwdziałania w tej dziedzinie, co byłoby korzystne nawet dla samych towarzyszy pochodzenia żydowskiego....Jak wykazało doświadczenie, problemy syjonizmu tkwiły podskórnie u większości towarzyszy pochodzenia żydowskiego, jednak nie mieliśmy takiego rozeznania. Nowe jakości, które odsłoniły ten stan rzeczy, zaczęły się kształtować po ukształtowaniu się państwa Izrael w 1948 r., a potem wystąpiły znacznie jaskrawiej po agresji Izraela w roku 1956. Jednak w tamtym czasie inne ważne problemy naszego państwa nie pozwoliły nam na bliższe zajmowanie się tymi sprawami. Dopiero agresja izraelska w 1967 r. spolaryzowała istniejące ukryte siły - co było zaskoczeniem nawet dla kierownictwa naszej Partii."
W dalszej części wystąpienia Jaruzelski ganił Polaków pochodzenia żydowskiego za zbyt spóźnione odcinanie się od syjonizmu - jego zdaniem - „skromne i nieliczne". Marcowy pogrom nazwał dużą porażką wychowawczą na odcinku studenckim. Zapowiadał wyciągnięcie konsekwencji w stosunku do winnych. Jaruzelski nie pochwalił się, że wcześniej zdecydował o utworzeniu trzech obozów zsyłkowych dla niepokornych studentów w oddalonych garnizonach wojskowych. Skrytykował Kościół (właściwie ciesząc się), że: „Kler się spóźnił, działania nie były zgrane, ale mogą to jeszcze naprawić" - konkludował. Jednocześnie wziął w obronę milicję, uważając, iż właściwie „rozwiązywała" wiece studenckie na uczelniach.
(...) Wyraził oddzielne słowa uznania przedstawicielom LWP, którzy w cywilnym przebraniu, uzbrojeni w pałki milicyjne, bili studentów na dziedzińcach warszawskich wyższych uczelni. W tej sprawie Jaruzelski był bardziej konkretny: „Nasza kadra występowała z pałkami jako aktyw partyjny - dobrze że nie z bronią czego wróg bardzo pragnął. Poszukiwano trupa, wywieszano fałszywe klepsydry - na szczęście trupów nie było. Wystąpiliśmy bez mundurów jako pierwszy rzut Partii wspólnie z robotnikami".
Za: L. Kowalski, Generał ze skazą. Biografia wojskowa gen. armii Wojciecha Jaruzelskiego, Warszawa 2001, s. 308- 309.
tags: Jaruzelski,, Sowiety,, komunizm,, agentura,, wojsko,, 1968,, historia,, Kowalski,, syjonizm,, antysemityzm,, czystki
-› 13 listopad 11 [11:59]
Książkę pod takim tytułem powinna przeczytać każda osoba, która uważa, że ma dosyć bełkotu politpoprawnych mediów i uważa się za istotę myślącą, przynajmniej czasami
M.B.B. Biskupski odwalił kawał dobrej roboty chociaż momentami książkę czyta się dosyć trudno, zaczyna się stawać hermetyczna z uwagi na opisy filmów. Nie podoba mnie się osobiście kilka zdań "asekuracyjnych", czyli bajki o polskim antysemityźmie: na stronie 33 autor pisze m.in., że:
"drugim czynnikiem paradoksalnie wpływającym na kwestie polskie w Hollywood był fakt, że było tam wielu Żydów, pochodzących głównie z Europy Wschodniej, którzy nie mieli sympatii dla Polski reprezentującej dla nich przeszłość, o której najchętniej by zapomnieli."
Jest to półprawda z uwagi na "wyróżnienie" Polski a co np. z Rosją? Była za silna a potem komunistyczna żeby ją szkalować na arenie międzynarodowej? Wiele osób miało przykre wspomnienia, nie jest to żaden argument. To samo tyczy się zdania na stronie 34:
"Przed wojną Polskę charakteryzowały poważne antysemickie uprzedzenia, które stały się wyraźniejsze i powszechniejsze w latach trzydziestych. Choć zakres tych uprzedzeń w przedwojennej Polsce pozostaje przedmiotem kontrowersji, nie ma wątpliwości, że część polskiego społeczeństwa miała antysemickie poglądy."
Za: M. B. B. Biskupski, Nieznana wojna. Hollywood przeciwko Polsce 1939- 1945, Warszawa 2011, s. 34.
Z uwagi, że książka jest pisana bardziej dla czytelnika zachodniego takie zdanie jest nieprawdziwe. Nie ma ani słowa o uwarunkowaniach i zachowaniach tzw. mniejszości, zarówno w okresie II RP ("ugrupowania wywrotowe"), jak i później, podczas przejęcia władzy na Kresach przez Sowietów. Jeśli jest to świadome, nastąpiła manipulacja.
Autor przystępuje do wyliczenia postaci związanych z Hollywood o polskich korzeniach, które mogły działać i działały na rzecz polskiego wizerunku i kończy konstatacją, że siła ich nie była zbyt wielka. Pojawia się także wątek o Rosjanach, emigracyjnych i nie, który zadaje kłam zdaniu o "polskim antysemityźmie" zawartym we wprowadzeniu. Biskupski zastanawia się (przynajmniej takie można odnieść wrażenie), jak Żydzi z filmowej branży popierali Rosję, skoro nie lubili jej z uwagi na "tradycyjny rosyjski antysemityzm". Jak widać, porozumienie ponad podziałami, w dziele zniszczenia Polski szło różnymi ścieżkami....Strona 51:
"Fakt, że po 1941 roku panowało powszechne i słuszne przekonanie, iż Związek Sowiecki odgrywa zasadniczą rolą w walce z nazistowskimi Niemcami, ze zrozumiałych względów zaskarbił mu sympatię wielu Żydów z branży, pomimo ich obaw przed komunizmem i wstrętu do tradycyjnego rosyjskiego antysemityzmu. "Amerykańscy Żydzi", jak pisze Novick, "byli najgorętszymi kibicami Armii Czerwonej podczas wojny". Dla Polaków, którzy wiedzieli, co Armia Czerwona robiła z Polakami, była to postawa odrażająca."
Biskupski opisuje także proces "uczenia" Hollywood uczciwego postrzegania innych narodowości: w tym przypadku Włochów i Irlandczyków (tzw. Kodeks Produkcyjny przeforsowany przez lobby irlandzkie). Jest to bardzo ciekawe porównanie (tym bardziej, że irlandzcy katolicy mają wiele wspólnego z nami), pokazujące siłę tych narodowości a jednocześnie zakłamanie scenarzystów i producentów Hollywood. W kontekście Polski pojawia się smutne pytanie, co zrobili politycy emigacyjni aby zaktywizować Polonię. Jak widac, jeśli trzeba bardzo szybko można porzucić uprzedzenia do innych ras, religii i narodowości. I nawet wymyślić uzasadnienie, strona 55:
"Tej wrażliwości towarzyszyło przekonanie, które w Hollywood stało się aksjomatem, że Irlandczycy mają dla Żydów szczególnie wiele współczucia, ponieważ oni również doświadczyli prześladowań rasowych i religijnych."
Warto przytoczyć fragment opisu, jakże wymownego w kontekście kolejnych kampanii antypolskich, filmu The Wedding Night, obrazu Polaków ze wsi. Polacy ukazani są jako pijani, głupi i wulgarni "podludzie":
"Pozostali Polacy to zbieranina chłopów w dziwacznych strojach. W filmie zrobiono wszystko, by odróżnić Polaków od rozwiązłych, ale mimo to dystyngowanych Barretów. Dorośli Polacy, na przykład, jedzą jak zwierzęta, a ich dzieci żywią się resztkami, które uda im się znaleźć", ibidem, s. 77.
Mechanizm przedstawiania Polaków w filmach wychodzących spod znanych producenckich szyldów zasadniczo nie zmienia się od lat. Podobnie jak gnojenie Polaków w tzw. polskojęzycznych mediów, które de facto są niemieckie. I łatwo znaleźć wspólny punkt kampanii deprecjonującej nasz kraj.
Jak lakonicznie stwierdza Biskupski, dla Hollywood nie istniała inwazja sowiecka, podobnie rzadko pojawiały się filmy dotyczące okupacji niemieckiej w Polsce. Istniały natomiast filmy o dzielnych Norwegach, Francuzach i Rosjanach. Niechlubną rolę w propagandowej wojnie przeciwko Polsce odegrała OWI, rządowa agencja Roosevelta cenzurująca filmy.
Co najmniej zastanawiający jest wniosek końcowy: wyliczanka aktywistów radykalnej lewicy: Lawson, Cole, Rossen, Kober, Leyda, Atlas, Endore, Stevenson, Hellman, Buchman i towarzyszów podróży: Joseph, Nichols, Oboler, Pozner, Litvak oraz zdania o "trudnościach" w zmierzeniu wpływów radykalnej lewicy w Hollywood i komunistycznej kampanii filmowej; autor zasłania się tutaj, że w sumie nie mogli przemycić zbyt dużo wątków antypolskich. OK. Jakie clou? Żydzi nie lubili Polski i nie miały znaczenia sympatie polityczne? Autor mógłby wykazać się większą odwagą.
tags: Biskupski,, antypolonizm,, Hollywood,, Żydzi,, lewica,, Sowiety,, wojna,, propaganda,, film,, historia,,