-› 12 maj 12 [22:48]
Opowiadanie M. Bułhakowa pod tym tytułem z 1925 roku jest historią uczonego, który wynalazł tajemnicze promienie przyśpieszające wzrost stworzeń i nie tylko. Profesor Persikow był zoologiem i badaczem arcypoważnym zatem prasa szybko nagłośniła odkrycie. Jaja rozpoczynają się umiejscowieniem w czasie- 16 kwietnia 1928 r. Tego dnia bowiem rozpoczęła się katastrofa. Aby nie psuć zabawy przyszłym czytelnikom dodam jedynie, że wg opisów Fatalne jaja są satyrą na sowiecki system i rzeczywistość. A katastrofa dotyczy zamiany wspomnianych jaj z których wykluły się rozmaite paskudztwa. Wykluły, szybko dorosły, złożyły kolejne jaja i poszły dalej. Prawdziwa inwazja
Owszem, satyra jest ale nie taka jak w Mistrzu i Małgorzacie. I nie tylko na system sowiecki. Wykpiono np. sensacyjność tytułów prasowych (s. 47 wydania z 1988 roku): "Koszmarne odkrycie w podziemiu! Polska przygotowuje się do koszmarnej wojny!! Koszmarne doświadczenia profesora Persikowa!!!"
Dzielna Armia Czerwona śpiewała, że "od gadów się wyzwolim sami." Profesor śledził doniesienia prasowe i niestety, był coraz bardziej smutny: cały Smoleńsk się palił, artyleria ostrzeliwała lasy możajskie (niszczyła złoża jaj krokodylich), eskadra samolotów nad Wiaźmą z poświęceniem zagazowała niemal cały powiat przy wielkich stratach ludzkich. Mieszkańcy nie zorganizowali dobrze ewakuacji, stąd problem. Kawaleria wybiła strusie ale panika robiła swoje. Był jednak fuks. Moskwę ocalił mróz w sierpniu. Opowiadanie niby ma happy end ale profesora niet.
Można potraktować opowiadanie jak przepowiednię. W końcu w 1941 też m.in. mróz uratował sowiecki system. Druga sprawa, czytanie między wierszami. Otóż, gazowanie powiatu ma odniesienie do rzeczywistości, gdy władze pacyfikowały bunty chłopskie używając właśnie tak drastycznych środków. W zadumę wprawiła mnie myśl, że gdyby Stalin uprzedził Hitlera i zaatakował Zachód, nie cofnięto by się przed wybijaniem opornych na "dzieło Lenina" gazem...
tags: fatalne, jaja, Bułhakow, opowiadanie, Sowiety, system, komunizm, gady, satyra
-› 10 maj 12 [22:51]
Passent. Bożyszcze "oświeconych." Guru "wykształconych." Bywalec świata alternatywnego i nierzeczywistego. Profesjonalista pełną gębą. Dyplomata. Bloger. Jedna z twarzy Polityki. Ocalony aby siać ferment. Towarzysz drogi. Obywatel "Polski ludowej."
W Kalendarzu robotniczym na rok 1971, red. J. Szulc- Łyskowa, G. Poterańska, W. Szwed, Warszawa 1970 od strony 180 do 185 znajduje się tekst Passenta pod tytułem Gospodarka kapitalistyczna w obliczu nowych problemów. Można się z niego dowiedzieć, że rewolucja naukowo- techniczna była jednym z czynników ożywiającym gospodarkę kapitalistyczną a jednocześnie uniezależniła metropolie od surowców z kolonii (w domyśle: rewolucja naukowo- techniczna niekorzystnie wpłynęła na rozwój niektórych państw: najbiedniejszych kapitalistycznych, kolonialnych i w ogóle Trzeciego Świata), a koncentracja kapitału i EWG dyskryminują inne rynki, w tym rzecz jasna socjalistyczne. EWG stwarza dogodne warunki do wymiany ale niestety powstają "niebezpieczne związki" pomiędzy krajami zachodnimi i scysje (EWG- UK, USA- Japonia). Napięta, groźna sytuacja nastąpiła w górnictwie, zamknięto wiele kopalń, wzrosło bezrobocie, upadły różne gałęzie przemysłu. O napiętej sytuacji świadczą np. "stosunki w amerykańskim związku zawodowym górników" (s. 183). Innym problemem jest rabunkowa gospodarka zasobami natury. I "gwałtowne wyczerpywanie się zasobów przyrody" (s. 184), za co winę ponoszą oczywiście firmy prywatne w pogoni za zyskiem.
Drogi socjalisto, nie daj się jednak zwieść odprężeniu w stosunkach pomiędzy państwami o różnych ustrojach społeczno- gospodarczych, wróg nie śpi!
"Nie wynika z tego jednak wcale (z przytoczonych w artykule liczb- Unicorn), że mamy do czynienia z nowym kapitalizmem, do którego nie przystaje analiza wypracowana przez marksistów, jak utrzymują niektórzy teoretycy z Zachodu. "Błędem byłoby sądzić- pisał Lenin- że ta tendencja do gnicia wyklucza szybki wzrost kapitalizmu; nie- poszczególne gałęzie przemysłu, poszczególne warstwy burżuazji, poszczególne kraje ujawniają w epoce imperializmu bardziej lub mniej silnie to jedną , to drugą z tych tendencji" (s. 184).
Przestępczość i narkomania, tak widoczne przecież w USA, morderstwa, sprzyjają tworzeniu gett. Zaostrzają się sprzeczności. Rewolucja u bram a w ogóle to przegonimy was i pogrzebiemy!
tags: Passent, Lenin, kalendarz, robotniczy, propaganda, socjalizm, PRL, 1971
-› 03 maj 12 [18:56]
Jak na rok wydania treść mocno nieprawomyślna. Książka arcyciekawa chociaż język chropowaty. Cofnijmy się w czasie do roku 1939:
"(...)Ruszyliśmy na Włodawę, Parczew, Radzyń Podlaski, do Warszawy. Duży, drabiniasty wóz, zaprzężony parą dobrze odżywionych, mocnych koni, był wypełniony niezbędnym dobytkiem, potrzebnym matce z dziećmi i koniom. My dwaj mieliśmy tylko plecaki z podręcznymi rzeczami. Kierowałem zaprzęgiem do czasu przekroczenia Bugu we Włodawie gdzie już zamieszkiwała ludność polska. Pasażerów wozu rozlokowałem tak, aby stworzyć wrażenie, że jesteśmy uzbrojeni, i zabezpieczyć dzieci przed skutkami ewentualnej napaści. Siedząc obok mnie matka rozglądała się dookoła, informując o wszystkich spostrzeżeniach. Dzieci umieściliśmy w środku wozu, z tyłu usadowił się Żyd, trzymając nakryty derką długi kij, pozorujący karabin. Przewidywania moje sprawdziły się. Mieszkańcy wiosek, wystrojeni w odświętne ubrania, spacerowali po drodze, śpiewając pieśni ukraińskie i szykowali się do przywitania wojsk radzieckich. Tu i ówdzie, w poprzek ulicy rozwieszono naprędce sporządzone i zaopatrzone w powitalne napisy czerwone transparenty.
Młodzi ludzie, grupujący się na środku ulicy, próbowali nas zatrzymać w każdej wsi. Wówczas strzelałem z bata, ściągałem cugle i przyspieszając, wpadałem prosto w zgromadzoną kupę mężczyzn. Ci, klnąc tylko Ukraińcom znanym słownictwem, rozpryskiwali się na obie strony ulicy. Nasz żydowski „strzelec" poruszał groźnie, to w lewo, to w prawo nakrytym kijem, co robiło należyte wrażenie na wrzeszczących i wymyślających nam od proklatych Lachiw chłopach. Dopiero na otwartej przestrzeni, poza wsiami zwalnialiśmy, dając koniom trochę wytchnienia. Jakże inaczej ci sami chłopi ukraińscy z naszych kresów wschodnich rozmawiali ze mną w zimie 1945 roku walcząc w formacjach radzieckich z Niemcami. Spotkałem się z nimi w Wejherowie w marcu 1945 roku, po zajęciu razem z polską brygadą pancerną tego miasta. Opowiadali mi wówczas, że służyli przed wojną w wojsku polskim, że gospodarowali na swoich gospodarstwach, stanowiących ich własność. [...]"
Za: B. Nietyksza, Nadzieje. Złudzenia. Rzeczywistość. Wspomnienia z lat 1912- 1945, t. 1, Warszawa 1985, s. 277.
tags: Kresy, Ukraińcy, witanie, Sowiety, 1939, wojna, Polska, Nietyksza, wspomnienia
-› 21 kwiecień 12 [21:49]
Tytuł wbrew pozorom jakże bogaty w treść, szczególnie w czasach strachu, naporu i potworności wywołanej rządami bezrządu. Aby czytelnik nie poczuł się zdziwiony szybko wyjaśniam, że cham opisuje człowieka często z nominalnym wykształceniem ale będącego gburem, burakiem i łajzą. Mówiąc krótko, nie jest to swojak, git kumpel, koleżka, kompan czy kamrat. Jest to zwykła szuja. W kategorii szujowatości może zajmować miejsce niskie albo wysokie w zależności od powiązań i historii. Czy takich chamów nie brakuje dzisiaj wszędzie? Kasa i powiązania. Bezczelność i pogarda wobec "szarego" człowieka. Oto cham. A niezapomniany Wiech we wznowieniu wspomnień z 1970 r. podaje przepis jak uczyć chamów kultury bo przecież chamy aspirują do kultury, wg nich wyższej, a tak naprawdę niebywale niskiej.
"Należała do nich (do publiczności i przyjaciół teatru- Unicorn) na przykład ferajna niejakiego Tasiemki, żyjąca w pewnym okresie z gangsterskiego procederu wymuszania okupów od handlujących na pobliskim Kercelaku. Tak się składało, że panowie, którzy po południu w sposób twardy i bezwzględny egzekwowali należność od kupca, dajmy na to, wpuszczając mu za koszulę żywą mysz, wieczorem łkali w teatrze na Dwóch sierotach czy innym wstrząsającym dramacie.
Oczywiście nie mieli zwyczaju płacić za wejście. Przechodzili koło bileterów i ze słowami: "Miesięczny" uchylali poły marynarki, ukazując kolbę "gnata", czyli starego bębenkowego rewolweru systemu Smith-Wesson. Teatr honorował te abonamenty bez słowa protestu, zwłaszcza że obecność na sali "tasiemkowców" przydawała się nieraz. Była to jakby nieoficjalna służba porządkowa naszego przybytku. Biada ówczesnym chuliganom czy pijakom, którzy odważyli się rozrabiać lub barłożyć. Natychmiast gdzieś z głębi widowni podnosiło się paru panów i jakkolwiek po cichu, z wielkim taktem, ale pomimo to stanowczo, wyprowadzało niekarną jednostkę z sali. Po czym rozlegał się donośny rumor spadającego ze schodów ciała.
Incydent był wyczerpany, kończyło go definitywnie zjawienie się w mojej kancelarii funkcjonariuszy straży porządkowej, którzy meldowali:
- Panie dyrektorze, wszystko w największym porządeczku. Barłoga odpłynął!
Na szczęście teatr znajdował się na pierwszym piętrze i spławiony widz wychodził z przygody cało, ale odtąd odnosił się z pietyzmem do naszej świątyni sztuki."
Za: S. Wiechecki (Wiech), Piąte przez dziesiąte. Wspomnienia warszawskie, Warszawa 1996, s. 28- 29.
tags: chamy, bezrządy, polityka, Wiech, wspomnienia, Piąte, przez, dziesiąte, historia, Warszawa
-› 17 kwiecień 12 [19:40]
Tematyka "Kresów w ogniu" pojawiała się u mnie wielokrotnie. Podobnie zachowanie mniejszości żyjących w II RP. Temat znany ale w zasadzie nadal nie rozpoznany. Szczególnie pod kątem liczb. K. Jasiewicz swoją książką Rzeczywistość sowiecka 1939- 1941 w świadectwach polskich Żydów śmiało wkroczył na teren pełen pułapek i oskarżeń o "antysemityzm." Kiedyś, jak sądzę, zagadnienie zostanie całościowo zbadane, spopularyzowane i ocenione. Wbrew wszystkim, a szczególnie wbrew tym, których chore dusze nadal pozostają czerwone niczym krew niewinnie przelanych ofiar zbrodniczego reżimu. Wspomnienia autorki ocierają się raczej o "historię społeczną" i z mojego punktu widzenia są tylko fragmentami ciekawe- gdy opisują pewne aspekty życia w II RP. Wojenna epopeja stanowi najlepszą część książki. Prosto i bez koloryzacji. Jak wojna to i Kresy. Jak Kresy to zachowania mniejszości:
"Jadąc dalej musieliśmy przejechać jakieś małe miasteczko, którego nazwy nie pamiętam i nagle zobaczyliśmy czerwoną bramę z plakatami po rosyjsku i grupę ludzi z czerwonymi opaskami na rękawach. Przygotowany chleb i sól, aby serdecznie witać Czerwoną Armię. Cóż za zamieszanie zapanowało wśród tych ludzi, gdy rozpoznali w nas polskie wojsko! Byli to Ukraińcy i Żydzi, którzy w taki oto sposób odpowiadali na rządowy apel sowiecki i ulotki. To nie był jedyny wypadek tego typu na Kresach."
Za: A. Anders- Nowakowska, Mój ojciec generał Anders, Warszawa 2007, s. 53.
"Sporo było samochodów, bo poruszanie się w pojedynkę zrobiło się bardzo niebezpieczne. Ukraińcy i Żydzi, których w tych okolicach było pełno, napadali na takich podróżników, bijąc ich, kiedy się bronili i okradając doszczętnie", ibidem, s. 54.
"Czym prędzej załadowaliśmy się do samochodów i zaczęliśmy jechać z powrotem obrawszy za cel większe miasto, Łuck. Gdy przejeżdżaliśmy, niektóre wsie były jeszcze puste- ale inne częściowo spalone, pełne rozsierdzonych Ukraińców i Żydów, chcących się mścić na każdym spotkanym Polaku", ibidem, s. 56.
Autorka cytuje również często pamiętnik matki:
"Jakże inny był Lwów! Uwierzyć trudno, że w tak krótkim czasie miasto mogło całkowicie zmienić swój charakter. Ten kochany, pięknie położony, śliczny Lwów przywdział zupełnie obcą, nieznaną szatę. Wszędzie brutalnie bijące w oczy czerwone płachty i olbrzymiej wielkości transparenty ze Stalinem, Woroszyłowem i Mołotowem. Wieczorny wdzięk lwowskich uliczek znikł bez śladu. Nigdzie nie było słychać beztroskich piosenek i pogwizdywań spóźnionych bomblerów", ibidem, s. 63.
tags: Anders,, wspomnienia,, historia,, polityka,, Kresy,, Polska,, II, RP,,
-› 10 kwiecień 12 [19:47]
Dawno temu a może i wcześniej był sobie wpis o T. Oberlanderze. Był też i inny, niedawno odświeżony- bohaterem był W. Lorenz. O R. Gehlenie można pisać, że mu się udało w ramach odkurzania nowych sojuszników, w walce ze starym aliantem...Podobnie jak i innym specom od programu kosmicznego, w tym osławionemu W. von Braunowi. Kariery w półmroku czyta się dobrze, wiadomości również jest sporo. Szkoda, że układ książki- na części i w każdej inny autor- jest chaotyczny i trzeba wyławiać clou. Jak pisze T. Fischer we Wstępie:
"Tacy ludzie jak Hermann Josef Abs, przed i po 1945 roku członek zarządu Deutsche Bank; Werner Best, przed 1945 rokiem główny radca prawny Gestapo, a po wojnie doradca firmy Stinnes; Henri Nannen, w czasie wojny sprawozdawca w kampanii propagandowej, a po wojnie redaktor naczelny "Sterna"; Reinhard Gehlen, szef wywiadu na kierunku wschodnim tak za Hitlera, jak i za Adenauera- wszyscy oni dzięki błyskotliwości umysłu, urokowi osobistemu i dobrym manierom potrafili w zmieniających się ustrojach zdobyć pozycję arbitrów, ambasadorów i adwokatów bardzo różnych interesów indywidualnych i grupowych."
Za: N. Frei, Kariery w półmroku. Hitlerowskie elity po 1945, Warszawa 2011, s. 7- 8.
Dlaczego Abs jest taki ważny? Wyjaśnień dostarcza podpis pod zdjęciem na stronie 98:
"Bankier Hermann J. Abs podpisuje 27 lutego 1953 roku porozumienie londyńskie w sprawie długu Niemiec. Zapewnił Republice Federalnej międzynarodową zdolność kredytową, a przy okazji spowodował, że sprawa odszkodowań dla robotników przymusowych odwlokła się o kilkadziesiąt lat."
Tyle niemieckiego cudu gospodarczego opartego na wcześniejszym rabunku.
Rzeczywistość opisana w książkach H. H. Kirsta objawia się w pełnej krasie...
tags: kamraci,, hitlerowcy,, Niemcy,, po, 1945,, polityka, historia, Gehlen, Frei, Abs, Nannen, Neckermann,
-› 29 marzec 12 [19:18]
Sugestywnie napisane są niezłym materiałem na film albo serial. Piszę o wspomnieniach Witosa zatytułowanych Moje wspomnienia, wydanych przez Ludową Spółdzielnię Wydawniczą w 1981 roku. Wspomnienia z obowiązkową przedmową, klasowo słuszną napisaną m.in. przez takiego tuza historiografii jak A. Czubiński...Zgodnie z przedmową, strona 19:
"Publikowana obecnie część wspomnień zawiera pełny tekst, zgodny z oryginałem i obejmuje okres od chwili urodzin autora do momentu powstania niepodległego państwa polskiego." Jest także kolejna część, obejmująca lata 1933- 1939- Moja tułaczka oraz t. 3 wydany w Paryżu. Nie miałem w ręku owych pozycji więc nie wiem co tam jest (czy nie jest treściowo tożsame) ale nadrobię braki
Interesujące opisy ludowych wierzeń, życia na wsi i sylwetki polityków tworzą harmonijną całość. Są też wstawki o Piłsudskim ale jeśli ktoś poczytał książki: Lodowa ściana R. Świętka, S. Arskiego- My, pierwsza brygada, dokumenty Galicyjska działalność wojskowa Piłsudskiego 1906- 1914 czy Pamiętniki generała Rybaka albo gen. Berbeckiego nic nowego o wywiadowczej współpracy Piłsudskiego z państwami centralnymi się nie dowie.
Dosyć długie są opisy dotyczące Żydów. Np. na stronie 194 Witos wspomina o wykupywaniu przez Żydów starych, znoszonych ubrań i dalszym ich odsprzedawaniu- początkowo chłopi nie kupowali ubrań ale później z uwagi na wygodę wyrugowano ze wsi tradycyjne stroje narodowe, nad czym ubolewa Witos. Podobnie szeroko Witos opisał proces lichwy i konstatuje, że "chłop omotany ze wszystkich stron i powiązany tymi sieciami, nie mógł się po prostu poruszać (s. 195)". Tak samo kwestia monopolu, gdzie "Żydzi wiejscy, mając zapewniony zupełny monopol handlu w swoim ręku, dostarczając chłopom wszelkich towarów, szynkując w każdej wsi, popierani przez dziedziców, a nierzadko i przez księży, dzierżawiący masowo od dworu łąki i koniczyny, a następnie sprzedający je chłopom na spłaty po parokrotnie wyższych cenach, kupujący za bezcen lasy i sprzedający chłopom drzewo na funty, stali się niepodzielnymi panami bardzo wielu wsi (s. 195)".
Jak stwierdza Witos:
"Za pośrednictwem Żydów wiejskich znaczna ilość dziewcząt ze wsi szła na służbę do Żydów tarnowskich, mimo, że ogół ludności odnosił się do nich nieprzychylnie, nazywając je "żydowskimi ucieraczkami." Przynosiły one też ze sobą nie tylko ogólną demoralizację, ale i różne choroby, o których wieś przedtem nie miała pojęcia. Walka przeciw temu, prowadzona przez niektórych księży, bardzo niewielkie dawała rezultaty (s. 196)."
Na stronie 351 znajduje się złośliwy ale prawdziwy przytyk do Piłsudskiego (w kontekście zapomnianych bohaterów i Paderewskiego):
"Że czynił to wówczas, gdy Polska nikomu nie mogła płacić ani pieniędzmi, ani urzędami, ani orderami, kiedy ci inni, dziś trzon elity stanowiący, ubiegali się u rządu austriackiego o stanowiska albo parę manlicherów (...)"
Na stronie 538 autor pisze tak:
"Jeżeli ludność jeszcze przed wojną miała dosyć powodów do niechęci a nawet nienawiści przeciw Żydom, uważając zupełnie słusznie za pasożytów żyjących jej kosztem, to w czasie wojny nagromadziło się tych powodów jeszcze więcej.
(...) Widziano ponadto, że ciesząc się specjalnymi względami tych rządów, zarabiają miliony grube na dostawach wojskowych. Zarzucono im ogólnie, że się uchylają od służby wojskowej, co się odbija na ludności polskiej, że zajmując w bezpiecznych miejscach liczne stanowiska, tak w wojsku, jak i w urzędach, działali wyraźnie na niekorzyść ludności.
(...) Żydzi sami wiedzieli, że nie są bez winy, spodziewali się, że ludność wzburzona nie będzie ich oszczędzać. Alarmowali więc władze krajowe, gdy im się nic nie działo, krzyczeli gwałtu, gdy szumowiny zaczęły urządzać na nich napady. Wysyłali oszczercze wiadomości i oskarżenia za granicę."
tags: Witos,, wspomnienia,, Piłsudski,, Żydzi,, historia,, polityka,,
-› 23 marzec 12 [17:57]
Wiecie, że lubię grzebać w starociach. Szczególnie wydanych za komuny. Pomiędzy wierszami da się wyczytać różne rzeczy, których autor nie planował lub nie planowało wydawnictwo
Problem z tego typu pozycjami polega jednak na umiejętności filtrowania, jak w przypadku każdej rasowej dezinformacji. Często niestety trzeba weryfikować określone fakty a nawet jeśli sprawdzimy i uznamy za prawdę, inne niekoniecznie są prawdziwe a my i tak łykniemy bo...wcześniej się sprawdziło. Niemniej warto grzebać, tym bardziej, że książki kosztują zwykle przysłowiowe grosze. Przypadkowo natrafiłem na pozycję Życie na krawędzi. Wspomnienia żołnierzy antyhitlerowskiego wywiadu, Warszawa 1980 (dlatego kupiłem). Opracował zbiór wspomnień W. Kozaczuk, zatem myślę, nie powinno być źle, oprócz rzecz jasna, obowiązkowej dawki propagandy. Wspomnień jest 21 i najsłabsze są oczywiście "klasowo słuszne" GL itp.- jak szybko policzyłem jest ich 15. Nie ma to nic wspólnego z realiami. Ale można się dowiedzieć, komu służyli, co robili, piszą dość otwarcie, szczególnie R. Nazarewicz, W. Sobczyński czy A. Jastrzębski. Po stronie niepodległościowej mamy np. K. Leskiego o wypadzie do Niemiec. Fragment A. Jastrzębskiego ukazuje rozpracowanie Miecza i Pługa oraz stawanie się Rittera reichsdeutschem- chyba już wszyscy wiedzą, że właśnie Ritter był pierwowzorem H. Klossa.
Dlaczego akurat jego wspomnienia? Oceńcie sami ten fragment (pogrubienia moje-Unicorn), s. 86:
"Pozostało teraz jedynie zatrzeć pośpiesznie ślady mojej przedwojennej karalności za działalność komunistyczną. Nieocenioną pomoc okazał mi w tym major Wojska Polskiego — Zygmunt Horyszowski, którego poznałem wcześniej jako oficera zawodowego KOP, w mieszkaniu mojej siostry, Wandy Ruśkiewiczowej. Horyszowski podjął się załatwiania tej niebagatelnej sprawy; za jego pośrednictwem nawiązałem znajomość z pracownikiem archiwum Ministerstwa Sprawiedliwości przy ulicy Leszno (dziś Karola Świerczewskiego), Włodzimierzem Dzendzelem, członkiem Armii Krajowej. Uzyskałem z jego rąk moją kartotekę, usuniętą z rejestru skazanych. Z życzliwej i bezinteresownej pomocy tego człowieka korzystali również inni towarzysze, między nimi Stanisław Kiryluk."
tags: wspomnienia,, okupacja,, wywiad,, Ritter,, Jastrzębski,, Kozaczuk,, zdrada,,
-› 13 marzec 12 [18:32]
Sowiecka Europa zamiast Europy niemieckiej to ciężki orzech do zgryzienia dla historyków. Teoria Suworowa dobra jak każda inna, szczególnie, że drobiazgi połączone dają szersze pole widzenia (brak map, były za to np. mapy Niemiec, rozmówki rosyjsko- niemieckie, brak rubieży obronnych dla wojsk osłonowych, rozbudowa obozów jenieckich). Dlaczego podałem datę 6 lipca? Doczytajcie ten wpis do końca. Co ciekawe, w powieści Krąg pierwszy A. Sołżenicyna pojawia się również motyw agresji na Zachód ale już po drugiej wojnie w okolicach roku 1949. W planie z 11 marca 1941 r. przewidziano strategiczną zaczepną operację wojsk sowieckich. Odręcznie naniesiono krótkie zdanie: ofensywę rozpocząć 12.06. Napisał to gen. N. Watutin, pierwszy zastępca szefa Sztabu Generalnego Armii Czerwonej. Tyle autor, który podaje ową informację, C. Grzelak, w książce Armia Stalina 1939- 1941. Zbrojne ramię polityki ZSRS, Warszawa 2010, s. 282. W przypisie 38 podaje, że S. Dębski (i odwołanie do jego pozycji- Między Berlinem a Moskwą), "który jest w posiadaniu kserokopii tego dokumentu, informuje, iż ów cenny dopisek o dacie rozpoczęcia ofensywy został naniesiony ręką gen. lejtn. Nikołaja Watutina." 15 maja 1941 r. sprecyzowano zakres zadań stojących przed "wyzwolicielami" w dokumencie Uwagi o strategicznym rozwinięciu Sił Zbrojnych Związku Sowieckiego na wypadek wojny z Niemcami i ich sojusznikami. Logiczne, że zawarty w dokumencie fragment o uprzedzeniu nieprzyjaciela i zaatakowaniu go (armii niemieckiej) w momencie rozwijania- wtedy nie zdąży zorganizować frontu, nie odnosi się w żadnej mierze do ewentualnego ataku Niemiec na Sowiety. Ważnym elementem miało być panowanie w powietrzu wywalczone niespodziewanym uderzeniem na lotniska.
Jak widać, "sojusznik" niemiecki z całą powagą zastosował się do wytycznych sowieckich...Idźmy dalej za autorem bardzo ważnej książki- w dokumencie z 15 maja wskazano przedsięwzięcia pożądane z punktu widzenia przygotowań wojennych: skryta mobilizacja wojsk, skryte ześrodkowanie wojsk w pobliżu zachodniej granicy, skryte ześrodkowanie lotnictwa na lotniskach polowych, rozwijanie jednostek kwatermistrzowskich i zabezpieczenia, rozwijanie bazy szpitalnej (s. 285 książki C. Grzelaka):
"Od 13 do 22 maja 1941 roku trwało przebazowanie (przerzut) nad zachodnią granicę związków taktycznych czterech armii (16, 19, 21 i 22), przygotowywano do przerzutu jeszcze trzy armie [20, 24 i 28], które powinny zakończyć ześrodkowanie do 10 lipca" (s. 286).
(...)Od 12 do 18 czerwca 1941 roku Sztab Generalny nakazał sztabom zachodnich okręgów wojskowych- pod pozorem ćwiczeń wojskowych i zmiany wojsk na poligonach oraz w obozach szkoleniowych- rozpocząć przerzut wojsk drugiego rzutu armii osłonowych oraz odwodów okręgowych (ogółem 114 dywizji), które do 1 lipca 1941 roku powinny zająć rejony ześrodkowania położone 20-80 km od granicy państwa", ibidem.
Dlaczego zatem 12 czerwca nic się nie zdarzyło? Grzelak cytuje za rosyjskim historykiem Mieltjuchowem stwierdzenie Mołotowa, że głównym motywem zmiany decyzji był lot Hessa do Anglii i ewentualny sojusz Anglii z Niemcami. Grzelak pisze, że bez dostępu do źródeł takie tłumaczenie wydaje się nie do przyjęcia. Mieltjuchow powołuje się na innych badaczy, wg których odłożona ale nie zaniechana ofensywa była możliwa w lipcu 1941. Najpóźniej 10 lipca 1941 roku siedem armii miało być przygotowanych do działań bojowych [s. 288]. Pełna gotowość Armii Czerwonej do uderzenia na Zachód powinna się zakończyć wg autora do 15 lipca 1941 r.
tags: Grzelak,, Sowiety,, ofensywa,, 1941, Hitler,, Stalin,, wojna,, Suworow
Category: General | Posted by: unicorn » | 2 comments
-› 10 marzec 12 [18:21]
Historie alternatywne są nie tylko dobrą gimnastyką dla mózgu. Są zbiorem scenariuszy, które były możliwe dopóki...Właśnie, dopóty co? I wchodzimy w spiski, służby specjalne, politykę i grę o sumie zerowej. Po przeczytaniu poniższych słów można się jedynie zastanowić, co byłoby gdyby. I dlaczego do takiego interesu nie doszło? Kto nie chciał wtedy się jednać i komu potrzebny był straszak sowiecki? Właśnie...Oto historia. I wracamy do cytowanego już wcześniej ale z innej książki prlowskiego prominenta.
"W „Trybunie Ludu" z 15/16 listopada 1980 r., na pierwszej stronie ukazał się komunikat: „14 bm. I Sekretarz Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Stanisław Kania przyjął przewodniczącego Krajowej Komisji Porozumiewawczej NSZZ „Solidarność" Lecha Wałęsę. Rozmowa dotyczyła sytuacji społeczno-gospodarczej i spraw związanych z udziałem Niezależnych Samorządnych Związków Zawodowych „Solidarność" w działaniu na rzecz rozwoju kraju. Lech Wałęsa przedstawił I Sekretarzowi KC PZPR główne problemy nurtujące związkowców „Solidarności". Stanisław Kania w trakcie rozmowy dał wyraz przekonaniu, że po zarejestrowaniu nowych związków stworzone zostały warunki ku temu, aby stały się one ważnym ogniwem socjalistycznej demokracji w naszym kraju.
(...) Znawcy kulis stwierdzili po spotkaniu, że Kania i Wałęsa, podczas tajemniczej rozmowy niczego nie uzgodnili z „przyczyn zasadniczych". Wałęsa podobno nie zgodził się na zaproponowany podział stanowisk w Radzie Państwa, Radzie Ministrów i Sejmie. Moi sekretni informatorzy ze znajomością szczegółów twierdzili, że Wałęsa zgodził się objąć stanowisko wiceprzewodniczącego Rady Państwa i otrzymanie funkcji szefa wszystkich związków zawodowych. Postawił jednak warunki, zażądał dla „Solidarności" dodatkowo: urzędu premiera i kilku ważnych tek ministrów w rządzie. Tu wymieniono konkretne nazwiska. Krew w żyłach mroził premier Jacek Kuroń i członkowie rządu: Jan Rulewski, Adam Michnik, Bronisław Geremek, Tadeusz Mazowiecki, Karol Modzelewski i inni.
Nic też dziwnego, że przyjazna na początku rozmowa zamieniła się później w nerwową wymianę zdań. Prawdopodobnie została ona nagrana na taśmę magnetofonową przy pomocy „pluskwy", którą sekretarka Wałęsy, Bożena Rybicka, miała przy sobie. Znam też inną wersję. Kłótnia na szczycie wyjaśnia suchą treść komunikatu. Później wielokrotnie przy różnych okazjach i wydarzeniach politycznych w kraju wracano do tej tajemniczej rozmowy i zakonspirowanej taśmy i nic więcej — cisza. Należy przypuszczać, że dzięki niej nie odbyły się zapowiadane głośno procesy działaczy KOR-u. Jedyny odbył się 13 lipca 1984 r. przed sądem warszawskiego okręgu wojskowego przeciwko czterem działaczom dawnego KSS „KOR" — J. Kuroniowi, A. Michnikowi, H. Wujcowi i Zb. Romaszewskiemu. Po jednym dniu procesu sąd odroczył sprawę i nigdy do niej już nie wrócił. Dlaczego?... I druga rzecz, opozycja w różnej formie „opluwała" lub tępiła czołowych liderów PZPR, jakoś dziwnym zbiegiem okoliczności „czyściochem" i „pieszczochem" pozostał Kania, jak by nie było szef komunistycznej partii."
Za: A. Kopeć, Kto zdradził? Warszawa 1995, s. 199- 201.
tags: Kopeć,, prominent,, polityka,, komuna,, układy,, sojusze,, PRL,,, zgniłe, kompromisy,, uwiarygadnianie