W skrócie WA. Nie mylić z WWA
Nowe rządy i nowi, starzy ludzie oznaczają powrót do kultu autorytetów. Autorytetów mniej lub bardziej nadmuchanych, o ego wielkości kalafiora...
Kult WA jest kultem rozpowszechnionym w społecznościach o rozrośniętym kciuku i uznającym szkła (mogą być i kontaktowe...) za wyznacznik inteligencji. Kwestia JAKIE szkła i co w środku jest tematem na inną opowieść z krainy mroku.
W ramach kultu należy złożyć ofiarę Wielkiemu Guru. Wielki Guru zjada tylko dobrze przyprawione dziewice polane sosem słodko- kwaśnym.
Ofiary są składane raz w miesiącu w porze suchej. Przygotowuje się specjalny dywan na powitanie Wielkiego Gościa, po czym ceremonia nabiera tempa i kolorów.
Najwyższy kapłan sekty WA, z reguły werbowany spośród obiektywnych i niezależnych dziennikarzy ( w grę wchodzi tylko Polityka i Wyborcza ) intonuje pieśń czarującą gawiedź domagającą się krwawego widowiska.
Kulminacyjnym momentem ceremonii jest rytualne jedzenie mózgu ofiary...
Wypada dodać, że w bardziej prymitywnych kulturach zjedzono by mózgi wymienionych autorytetów
Na szczęście żyjemy w kraju postępowym, w którym każde najgorsze zboczenie tudzież "humanistyczny ciąg ku wieczności" znajdą swoich obrońców.
"Każda potwora znajdzie swego amatora".
Zapraszamy do stołu! Mmmm.